Współpraca banków z fintechami zmieni życie konsumentów. Już zmienia!

Przyszły rok może być przełomowy dla branży bankowej. Ale choć wydawało się, że wprowadzenie unijnej dyrektywy PSD II będzie dla banków katastrofą, to im bliżej do tego momentu, tym słabsza jest moja wiara w koniec bankowego świata

Banki powoli przekształcają się w firmy technologiczne. Z pośredników w przetwarzaniu pieniądza depozytowego na kredytowy oraz w rozliczaniu transakcji powoli stają się „patronem” naszego konsumenckiego życia. Jeśli im się uda osiągnąć taki status w naszej świadomości – nie ma takiej dyrektywy unijnej, która mogłaby wysadzić bankowców z siodła.

Polem bitwy są nasze zakupy. Jeśli bankowcom uda się spowodować, że będziemy płacili za nie smarfonem, osiągną nad nami dużą przewagę. Nie tylko będą wiedziały gdzie się poruszamy i co kupujemy, ale i będą się mogły z nami porozumiewać. Np. wysłać powiadomienie push, że w sklepie, obok którego przechodzisz, są dżinsy twojej ulubionej marki po przecenie o 25 proc. Kto by się oparł takiej okazji? Sklep zwiększa obroty, bank zarabia prowizję. Jeśli przy okazji udaje mu się zmienić przyzwyczajenia konsumenta i skłonić go do zakupu towarów innej marki, niż ta, z której korzystał do tej pory – zysk jest podwójny. Za zmianę naszych przyzwyczajeń konsumenckich handlowy zapłacą bankom wielokrotnie większe pieniądze, niż te mogłyby zarobić na „zwykłym” rozliczaniu naszych transakcji.

To dlatego banki tworzą własne programy lojalnościowe, kluby konsumenta itp. Bank Millennium wprowadził aplikację zakupową Goodie, która nie ma nic wspólnego z jego klientami, ale w przyszłości pozwoli zarabiać na dostarczaniu kredytów, instrumentów do płacenia oraz rabatów. Raiffeisen Bank otworzył sklep internetowy… wewnątrz własnego serwisu bankowości elektronicznej. Zrobił to, by klienci mogli tam kupować płacąc prościej, niż gdziekolwiek indziej.

Bankowcy chcą też być centrum autoryzacji – za pomocą ich systemów informatycznych można już uwiarygodnić się w e-urzędach. To dwie ścieżki rozwoju banków w świecie technologii – zarabianie na naszych zakupach poprzez wpływanie na nasze zachowania oraz uwiarygadnianie nas w innych instytucjach.

Fintech ma pomysł, a bank – zaufanie i pieniądze

Za bankami stoi bowiem najważniejszy atut – zaufanie klientów. Cokolwiek byśmy nie mówili o „lewych” produktach inwestycyjnych, o wciskaniu ludziom ryzykownych kredytów hipotecznych w walutach, o ciągle podnoszonych prowizjach – ze swoimi pieniędzmi w bankach czujemy się tak bezpieczni, że trzymamy je tam niezależnie od wysokości oprocentowania.

Oczywiście: można powiedzieć, że to lenistwo, przyzwyczajenie, brak świadomości. Ale na pewno nie tylko to. Nie bez przyczyny 50 proc. naszych wszystkich depozytów przechowujemy w kilku największych bankach. To świadczy, że zaufanie do stabilności i wiarygodności banków ma znaczenie. I będzie miało także w przyszłości, gdy rolę banków spróbują przejąć fintechy.

Już próbują, ale – dziwnym trafem – bez większego powodzenia. Rozmawiałem w ostatnich dwóch latach z twórcami kilkunastu fantastycznych pomysłów na zniszczenie banków. M.in. widziałem debiut programu lojalnościowego dla małych sklepikarzy (gdzie punkty i nagrody dla stałych klientów „nabijają się” przy terminalu płatniczym. Widziałem konto do rozliczeń krajowych i międzynarodowych z kartą i możliwością płatności mobilnych, zaoferowane przez niebankową firmę technologiczną. Widziałem pomysł firmy pożyczkowej na zebranie informacji o wszystkich kontach bankowych w jednym miejscu, co uczyniłoby z tejże firmy pożyczkowej centrum naszych domowych finansów.

PSD II: wejście smoka, czy… nowe formum współpracy?

Wszystkie te pomysły są świetne i na pierwszy rzut oka powinny położyć banki na łopatki. Ale żaden z nich – mimo dobrej „prasy” i intensywnej promocji w internecie, nie osiągnął skali, która skłoniłaby mnie do postawienia tezy, że „banki się kończą”.

Fintechom brakuje pewnego podstawowego elementu – dostępu do milionów klientów i ich zaufania. Konsumenci muszą uwierzyć, że powierzając swoje pieniądze lub informacje o sobie prywatnej, niebankowej firmie (z ich punktu widzenia: firmie-krzak), będą nadal bezpieczni.

Dziś konsumenci są coraz bardziej nieufni. Owszem, robimy mnóstwo głupich rzeczy, „sprzedając” swoje prywatne życie w portalach społecznościowych, podając w internecie mnóstwo danych na swój temat przypadkowym osobom. Ale świadomość, iż naszym najcenniejszym aktywem nie są pieniądze, lecz dane, rośnie z roku na rok. I ów wzrost świadomości nie będzie sprzyjał firmom fintechowym, które chciałyby zastąpić bankowców w oferowaniu nam usług finansowych.

Po wejściu w życie PSD II banki będą musiały otworzyć dla zewnątrznych podmiotów część danych o klientach (np. danych transakcyjnych, dzięki którym nie tylko bank będzie mógł – w oparciu o dane dotyczące naszych zakupów – zaoferować nam kartę kredytową, program rabatowy lub raty zero procent). Ale po pierwsze owe zewnętrzne podmioty będą musiały zabezpieczyć wysoki poziom ochrony danych o kliencie, a po drugie – mieć ich zgodę na zasysanie danych objętych dziś tajemnicą bankową.

Uważam, że konsumentów chętnych do tego, by te dane oddawać firmom fintechowym wcale nie będzie tak dużo. Zwłaszcza w Polsce, kraju w którym banki oferują już całkiem sporo cyfrowych usług. Klienta będzie więc trzeba przekupywać bardzo hojnymi dotacjami, które – wliczone w cenę oferowanego produktu – mogą go czynić niezbyt opłacalnym.

Tak naprawdę PSD II przyniesie nie tyle „wejście smoka” w postaci firm fintechowych, co raczej da nowy pretekst do współpracy banków i firm ubezpieczeniowych ze zewnętrznymi partnerami. Bank ma pieniądze klientów, bezpośredni dostęp do nich oraz ich zaufanie. Firma fintechowa ma świetny pomysł dobry produkt i świetnie rozpoznane potrzeby klienta. Z połączenia tych zalet może powstać coś fajnego.

Sojusze już się tworzą

Takie sojusze finansowo-fintechowe już się dzieją. HSBC, jeden z największych banków świata, już teraz – nie czekając na PSD II – otworzył swoje systemy informatyczne dla zewnętrznych deweloperów i oferuje im możliwość współpracy na wielu polach. Przykłady już są: np. ten właśnie bank umożliwił swoim klientom uczestniczenie w… pożyczkach społecznościowych, podpinając platformę oferującą tego typu usługi do swoich systemów.

Zabójcze? Niekoniecznie. Sharing economy coraz bardziej będzie się rozpychała w naszym życiu i trudno się obrażać na to, że klienci mogą myśleć o zastąpieniu depozytu bankowego udzieleniem komuś prywatnej pożyczki poprzez platformę społecznościową. W USA już „duże” kilka procent rynku pożyczek konsumenckich przejęły platformy społecznościowe! Potrafią one oceniać wiarygodność pożyczkobiorów tak samo dobrze, jak banki, wystawiają pożyczkobiorcom scoringi, oferują produkty rozpraszające ryzyko inwestora pomiędzy wiele drobnych inwestycji w „kawałki” pożyczek… Banki nie mogą z takimi platformami konkurować cenowo, bo mają zbyt wiele obciążeń – sieć placówek, pracowników, koszty ryzyka itp. – ale mogą być ich dealerami i mieć działkę od zysków takich platfom.

Podobnie rzecz się ma z handlem walutami online. Bank może udawać, że nie widzi, iż jego klienci coraz częściej idą do internetowego kantoru, a może… zaprosić ten kantor do siebie i sprawić, że ci klienci będą mogli korzystać z jego usług wygodnie, dając przy okazji trochę zarobku bankowi.

Inny przykład: firma ubezpieczeniowa Axa zawarła ostatnio sojusz ze… swoim śmiertelnym wrogiem, aplikacją Trov. To pośrednik ubezpieczeniowy, który wyspecjalizował się w ubezpieczeniach krótkoterminowych i „jednoprzedmiotowych”. Czyli: ubezpieczasz tylko telewizor na najbliższy miesiąc. Wycena ryzyka opiera się na tym, że robisz temu telewizorowi zdjęcie, po czym system Trov go identyfikuje, wycenia i zaciąga składkę z karty klienta. Axa mogła się albo z Trov ścigać – zapewne w koncu by przegrała – albo… zaprosić go do siebie. I dziś klienci brytyjskiej Axy mogą ubezpieczać swoje sprzęty przez smartfona, robiąc im zdjęcia. Trov zarabia, bo uzyskał dostęp do milionów klientów i podżyrował swoją wiarygodność, zaś Axa ma działkę od zysków z biznesu zamiast ponosić koszty związane z wyścigiem technologicznym.

Maciej Samcik, “Subiektywnie o finansach”, Gazeta Wyborcza

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *